16 stycznia 2014

Odmóżdżanie, czyli o mojej "tęsknocie" za telewizją...

Dość długo nie pisałem. Zastanawiałem się nawet nad kasacją bloga, jednak doszedłem do wniosku, że będę go raz na jakiś czas aktualizował w nadziei, że ktoś przeczyta moje wypociny... Po ostatnich wydarzeniach postanowiłem napisać coś na temat telewizji. Ale nie o tym jak ona kłamie... no, może trochę, ale to będzie tylko jeden z kilku wątków.


Seriale, tasiemce, płytka miłość


Zacznę od kwestii najbardziej mnie drażniącej, a mianowicie od seriali. Kiedyś, będąc w podstawówce, z wielką przyjemnością oglądałem "M jak Miłość", "Na Wspólnej", a czasami razem z dziadkami "Modę na Sukces". Jednak z czasem zauważyłem pewne elementy, które te wszystkie twory łączy.

Pierwszą z nich jest nadmierne, a momentami wręcz absurdalne przedłużanie fabuły. Jest to bardzo drażniące, bo zamiast budować napięcie, zaczyna rodzić zdenerwowanie. Przykładowo: Brooke rodzi dziecko, ale nie wie kto jest jego ojcem. W pewnym momencie do jej córki wbiega lekarz mówiąc, że zna odpowiedź. W czym szkopuł? Przez 20 minut powtarza jedynie "Ja wiem kto jest ojcem!", "Dzięki mnie sprawa się wyjaśni!", czy "To może zmienić twoje życie!". No cholera jasna, bardzo realistyczne i życiowe! Zamiast powiedzieć wprost, to śle bez przekonania takie kretyńskie teksty.